Pierwsze spotkanie ubiegłego miesiąca można nazwać ciszą przed burzą, bowiem zakończyło się wyjazdowym remisem w Wolinie z tamtejszą Vinetą (1:1), a zdobywcą gola był Wojciech Bonifrowski w 88'. Był to 4 z serii mecz bez porażki w lidze i nic nie zapowiadało pogromu, jakim zakończyły się wyniki z wysoko uplasowanymi zespołami Stali Szczecin (3. miejsce) i Energetyka Gryfino (1. miejsce).
Z tymi pierwszymi z ww. szybko zdobyta bramka (w 3') jakby podcięła skrzydła i pomimo, że wynik 0:1 dla Gości utrzymywał się aż do 50', to nie udało się podnieść, czego rezultatem było kolejne pięć bramek (w 50, 59', 61', 77' i w 80') dla Szczecinian. W 78' „światełko w tunelu” zapalił Zdzisław Szwąder strzelając dwie bramki dla miejscowych, lecz było juz za późno na odrabianie strat i ten pojedynek zakończył się 6:2 dla Stali.
Trzecim rywalem, który stał na drodze Sarmaty w październiku (tj. 15. X br.) był spadkowicz z III Ligi Bałtyckiej gryfiński Energetyk nieukrywający swoich aspiracji do powrotu tam skąd przyszedł do IV Ligi. Pierwsze minuty napawały optymizmem, gdy to Sarmaci nie dawali sobie strzelić gola, przy czym z kontrataku zapędzali się w pole karne lidera. Niestety dla Dobranian Gryfinianie mieli w swoich szeregach świetnie dysponowanego tego dnia Kamila Kutasiewicza, który eksplodował w 38' strzelając swoją pierwszą bramkę. Wynik 1:0 utrzymał się do przerwy. Po wznowieniu to, co rozpoczął, kontynuował Kutasiewicz, by w (w 61' i 63') przeciągu dwóch minut skompletować hattricka. Dzieła zniszczenia dopełnili kolejno w 66' i 81' Kondraciuk i Barandowski zamykając wynik ostatecznie na 5:0.

Po tak bolesnych wynikach dla zawodników i kibiców Sarmaty nikt nie myślał o 3 punktach przed kolejnym meczem, w którym zmierzyliśmy się z rewelacją rozgrywek wiceliderem Leśnikiem/Rossą Manowo. Manowianie wzmocnieni aż sześcioma zawodnikami z zeszłorocznego mistrza IV Ligi Bałtyku Koszalin z bilansem 8 wygranych, 2 remisów i tylko jednej porażki, byli murowanym faworytem tej potyczki. Dokładnie taki scenariusz się sprawdzał, gdy w 15' po uderzeniu w poprzeczkę piłka odbiła się pionowo w górę, a w drodze powrotnej po zamieszaniu znalazła się w siatce Sarmaty (autorem bramki był Konrad Romańczyk). Pomimo prowadzenia Leśnika to Sarmata był stroną, która stwarzała większy popłoch w szeregach obronnych przeciwnika, a to za sprawą będącego w świetnej formie Macieja Gołdyna oraz przesuniętego (nareszcie!) do ataku Damiana Padzińskiego. Nie ujmując całej drużynie, która tego dnia zagrała z zębem, ale kto zna krótką historię pomiędzy Sarmatą a Leśnikiem to wie, że pojedynki miedzy nimi są zawsze emocjonujące. Szybkie tempo spotkania nie przyniosło przed przerwą więcej goli, i do szatni utrzymało się jednobramkowe prowadzenie przyjezdnych.
Druga połowa to „balsam dla serc” kibiców Sarmaty. W 47' Damian Padziński wyrównał zdobywając swojego pierwszego gola w tym sezonie. Leśnicy ograniczyli swoje poczynania do groźnych kontrataków, a Gospodarze nacierali, że aż ręce same składały się do oklasków. Bramka wisiała w powietrzu. W międzyczasie Wojciech Guźniczak nastraszył Gości, i minimalnie chybił opieczętowując słupek. Kilka indywidual-nych sytuacji stworzył sobie Maciej Gołdyn. Zawodnicy z Manowa widząc niekorzystny obrót spraw postanowili uciec się do innych metod i około 65' Gołdyn został tak silnie uderzony łokciem, że stracił przytomność. Sytuacja działa się dokładnie na środku boiska, lecz sędzia nic nie widział. Po kilkuminutowym dojściu do siebie Maciej wrócił na plac gry i w pierwszej akcji minimalnie chybił, a w drugiej wprowadził miejscowych Kibiców w euforię aplikując jak się później okazało zwycięskiego gola na 2:1. W doberskim Klubie zadebiutował pod koniec meczu były czołowy piłkarz Pomorzanina Nowogard 31 letni Marcin Miklas. Marcin wrócił do gry po rocznej przerwie spowodowanej kontuzją. Mamy nadzieję, że w Sarmacie wróci do pełnej dyspozycji i stanie się jego podstawowym zawodnikiem.
Na ostatnie październikowe (tj. 29. X br.) spotkanie Sarmaci udadzą się do Trzebiatowa, aby podjąć tamtejszą Regę, która zgromadziła w tym sezonie tylko 4 punkty i jest „czerwoną latarnią” ligi. Dla przypomnienia warto dodać, że nikogo nie należy lekceważyć, o czym przekonał się Hutnik Szczecin przegrywając z Rega 2:1. Warto nie dać się zaskoczyć.

Przygotował: Sebastian Czapiewski
Więcej na: www.sarmatadobra.com